8 lipca 2010

47. Upadek z wieży

Teleportowali się na ulicę Pokątną, a konkretnie do sklepu Borgina i Burkesa. Śmierciożercy wysłani przez Voldemorta do Hogwartu już tam byli. Kiedy Bellatriks zobaczyła Selene, zrobiła taką minę, jakby żałowała, że się nie pospieszyli z podróżą.
- Jak się otwiera to cholerstwo? – syczał pod nosem Amycus Carrow, mocując się z klamką.
Elin odepchnęła go na bok, wyciągnęła różdżkę i stuknęła nią w uszczerbioną klamkę, a drzwiczki natychmiast się otworzyły.
- Pójdę pierwsza, bo kręci się tam Potter, chyba węszy, a mnie łatwiej się będzie wytłumaczyć – zaproponowała. – Nie lećcie, dopóki czegoś nie przyślę.
Nie słysząc sprzeciwów, wcisnęła się do szafki. Poczuła, jakby coś przepychało ją przez gumowy, wąski otwór, po czym znalazła się w szafce w Pokoju Życzeń. Ostrożnie uchyliła drzwiczki i wyjrzała na zewnątrz. Nikogo nie było. Wyskoczyła z szafki, chwyciła jakąś podartą, wypłowiałą poduszkę, wcisnęła ją do szafki i wysłała z powrotem do sklepu.

Nie musiała długo czekać na odpowiedź. Pierwsza do Pokoju Życzeń przeniosła się Bellatriks. Następnie Draco, Alecto Carrow… Cały pochód zamknął Severus Snape.
- Zaraz, nie możemy tak stąd wyjść – wysyczała Bella, celując różdżką w Greybacka, który już ruszył w stronę drzwi. – Musimy wiedzieć, co teraz robi większość uczniów. Czarny Pan zabronił zabijać posłuszne dzieciaki czystej krwi. Zaraz – zerknęła na zegarek. – Teraz chyba jest już po kolacji, możemy bezpiecznie wyjść. I pamiętaj, Greyback – zwróciła się ostrzegawczym tonem do wilkołaka. – Trzymaj się od Ślizgonów z daleka. Draco, jak nazywa się ta szlama? Ach, Hermiona Granger, zdaje się. Jeśli na nią się natkniesz, możesz czynić honory domu.
Malfoy uchylił drzwi i wyjrzał na zewnątrz. Na korytarzu nie było nikogo. Postacie z obrazów miały pozamykane oczy, słychać było tylko ich regularne oddechy.
- Pamiętajcie, że Potter ma pelerynę-niewidkę – mruknął Snape.
Gdzieś na korytarzu za rogiem coś zaszeleściło. Selene szybko, zanim ktoś się zorientował, wciągnęła całe towarzystwo do jakiejś pustej klasy.
- Co ty robisz? – warknęła Bellatriks. – Przecież za chwilę będzie bitwa…
- Zamknij się – przerwała jej Elin. – Jeśli jego zobaczą w towarzystwie Śmierciożerców, to będzie źle – wskazała na Snape’a – Poza tym jest nas garstka, a tu kręci się co najmniej dwudziestu aurorów. Nie damy rady, bądźmy realistami.
Kroki na korytarzu ucichły, a Malfoy wychylił głowę przez szparę w drzwiach.
- Nie ma nikogo.
Wyszli z klasy, rozglądając się bacznie dookoła. Przy pokoju nauczycielskim spotkali Filcha. Charłak był tak zszokowany, że ledwo otworzył usta, został oszołomiony przez Amycusa Carrowa. Snape musiał go odciągnąć od Filcha, żeby go nie zabił.
- Nie ma czasu na takie rzeczy – warknął. – Pamiętasz? Mamy otworzyć bramę.
Zbiegli aż do Wielkiej Sali. Ta pustka ich trochę zaniepokoiła, ale lęk ochłodziły zamknięte drzwi wejściowe. Snape podniósł różdżkę, huknęło, a salę wejściową wypełnił gryzący w oczy czarny pył. Kiedy opadł, oczom wszystkich ukazała się wielka dziura. Z drzwi został tylko stos desek. Z tyłu, z głębi szkoły dobiegły ich jakieś krzyki, tupot setek stóp. Śmierciożercy rzucili się przez ciemne błonia do bramy, za którą stały już zniecierpliwione tłumy zamaskowanych, zakapturzonych postaci.

Byli już prawie u celu, kiedy za ich plecami rozległy się jakieś wrzaski i huki. Aurorzy, którzy krążyli po błoniach rzucili się w pogoni za Śmierciożercami. Snape jako pierwszy dopadł bramy. Różdżką otworzył ją na oścież i szybko zdjął wszystkie zaklęcia zabezpieczające zamek. Tłum Śmierciożerców wkroczył na teren Hogwartu. Bardzo zabawny był to widok: garstka aurorów zatrzymująca się gwałtownie na widok całej armii zamaskowanych, odwraca się i biegnie z powrotem do zamku. Przez tłum zwolenników Lorda Voldemorta przetoczył się drwiący śmiech.
- Trzeba tu ściągnąć Dumbledore’a! – zawołała Bellatriks.
- Ja to zrobię, mam pomysł – odkrzyknął jej gdzieś z tłumu Gibbon i pobiegł w stronę zamku.
Armia Śmierciożerców, zamiast ruszyć w stronę zamku, podzieliła się na dwie grupy. Większa część podążyła w stronę Zakazanego Lasu, zaś ta mniejsza ruszyła do ataku na szkołę. Mała drużyna miała, z rozkazu Czarnego Pana dostać się do zamku, wpuścić Śmierciożerców i wykończyć Dumbledore’a oraz całą straż.
Wszystko szło gładko, dopóki nie dotarli do sali wejściowej. Dyrektor musiał przewidzieć, że coś takiego się stanie, bo w Hogwarcie było o wiele więcej aurorów i członków Zakonu Feniksa. Hermiona Granger na widok Selene, wrzasnęła:
- Śmierciożercy porwali Elin Hate!
Snape chwycił córkę za kark i pociągnął w stronę schodów. Najbliżej stojący albo raczej walczący aurorzy rzucili się, żeby ją uratować. Jeden z nich chwycił ją za nadgarstek, ale Selene była szybsza. Zanim wciągnął ją w gromadę aurorów, uderzyła go zaciśniętą pięścią w twarz. Auror puścił ją i zakrył sobie krwawiący nos rękami, co wykorzystała Selene. Dogoniła swoją drużynę, która wspinała się już po schodach, unikając promieni, śmigających im ponad głowami.

Pod wieżą astronomiczną napotkali kolejną grupę aurorów. Snape uniósł różdżkę i wyczarował zasłonę na schody, przypominającą niebieskawą mgłę.
- Avada kedavra! – z różdżki Bellatriks wystrzelił promień zielonego, oślepiającego światła, a jeden ze strażników padł martwy na podłogę.
- Głupia jesteś?! – krzyknęła Selene. – Czarny Pan zabronił zabijać! Mamy inną misję!
Bella już otworzyła usta, żeby jej odpowiedzieć, ale natarł na nią kolejny czarodziej, więc musiała odeprzeć jego atak.
- Draco, idź na górę, czekaj tam na Dumbledore’a! – rzuciła w stronę Malfoya Alecto Carrow.
Draco posłusznie ruszył w stronię powłoki, która bez problemu go przepuściła.
Selene jednym zaklęciem powaliła wielkiego, tęgiego aurora. Walka trwała kilka minut, a szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. Aurorów było dwa razy więcej. W końcu Bellatriks zarządziła odwrót. Wszyscy wbiegli na sam szczyt wieży astronomicznej, śmiejąc się z członków Zakonu, próbujących przedrzeć się przez magiczną powłokę.

Oczom Śmierciożerców ukazał się zachwycający widok. Draco Malfoy stał nad rozbrojonym Dumbledore’em, z wycelowaną w niego różdżką.
- Stary Dumbi złapany – zadrwiła Alecto.
- Dropsik bez różdżki, rozbrojony i pokonany – zaśpiewała Bellatriks.
- No, Draco, tylko szybko, nie chcę, żeby mnie ominęła bitwa – oznajmił Amycus.
Różdżka w dłoni Dracona drżała okropnie. Selene zniecierpliwiona, uniosła swoją, ale zanim wypowiedziała formułkę śmiertelnego zaklęcia, ktoś zepchnął na bok ją i Malfoya.
- Snape, chyba mamy problem – zwrócił się do Mistrza Eliksirów Gibbon. – Ten chłopak chyba nie jest w stanie tego zrobić.
Snape zerknął przelotnie na Ślizgona, po czym utkwił bezlitosne, czarne oczy w dyrektorze.
- Severusie, błagam – wyszeptał Dumbledore, ale ten już podniósł różdżkę:
- Avada kedavra.
Starca poderwało w powietrze, kiedy śmiertelne zaklęcie ugodziło go w pierś. Dumbledore przetoczył się przez kamienną balustradę i zniknął im z oczy. Sufitem wstrząsnęły kolejne huki, z błoni dobiegły ich wrzaski. Snape chwycił Malfoya za kark, Selene za rękę i pobiegł za Śmierciożercami najpierw schodami, potem przedarli się przez mglistą powłokę i ruszyli w stronę wyjścia. Mieli dla swojego pana dobrą wiadomość.

~*~

Ten rozdział pisałam na próbie generalnej zakończenia roku szkolnego, więc może być trochę nieskładny. Akademia trwała ponad trzy godziny. Bardzo fajnie. Chciałam też tą śmierć Dumbledore’a dokładniej opisać, to znaczy, że niby ci Śmierciożercy byli tam dłużej, ale była z nimi Selene, a Potter, jak wiadomo, leżał pod peleryną-niewidką. A ujawnienie Selene chcę jakoś tak dobitniej opisać xD Dedykacja dla Lady Malfoyki :*

I informacja z ostatniej chwili. Dostałam się do mojego liceum!!! Na humanistyczny xD